wtorek, 2 września 2014

Święto chleba


W ostatni weekend wybrałam się na trwające w Elblągu, trzydniowe Święto Chleba. Nie znam przyjemniejszych jarmarków, od tych, na których z (prawie) każdego stoiska uśmiechają się do mnie rumiane bochny, chrupiące bagietki, puchate drożdżówki i sznury precli i obwarzanków. Imponująca liczba regionalnych i zamiejscowych wystawców z dumą zaprezentowała swoje wypieki, więc o prawdziwy zawrót głowy przyprawiał wybór oferowanych rodzajów chleba. Przechadzałam się pomiędzy stoiskami, dziękując losowi, że nie mam problemów z nietolerancją glutenu.


Najchętniej spróbowałabym chociaż kromeczkę z masłem każdego z wypieków, ale misja ta z góry była skazana na porażkę. Chleby pszenne, żytnie, orkiszowe, kukurydziane, razowe, pytlowe, na zakwasie, na drożdżach, na sodzie, słodowe, piwne, z ziarnami lub bez, z bakaliami, z ziołami, pieczone na liściach chrzanu, foremkowe i bochenki..., uff nie sposób nawet wymienić ich wszystkich, a co dopiero spróbować.


Dorzucając do tego wypieki mniejsze, takie jak bułeczki, drożdżówki i ciastka oraz stoiska, które oferowały to, co do chleba najlepsze, czyli regionalne wędliny + smalczyki, sery i miody, mogę stwierdzić, że to jeden z najsmaczniejszych jarmarków, jaki odwiedziłam w tym roku. Wróciłam do domu szczęśliwa i obładowana ulubionym, ciemnym chlebem litewskim, chlebami żytnimi, serem korycińskim, swojską kaszanką i słodkimi, węgierskimi kurtoszami. Święto chleba powinno trwać cały rok! :)




czwartek, 28 sierpnia 2014

Pierogi z bobem


Od tygodnia daje się słyszeć i czuć jesień pukającą do drzwi i okien. Za wcześnie, zbyt niespodziewanie, bo mnie wciąż jeszcze marzą się letnie upały. A może to natura daje znaki, że już ostatni dzwonek, aby nacieszyć się świeżą fasolką szparagową, groszkiem i bobem? Tego ostatniego zjadałam w tym roku wyjątkowo dużo. Ugotowany na parze i wyłuskiwany pospiesznie na gorąco z miękkiej skórki, maczany w odrobinie soli lub/i topiącym się maśle, był moją ulubioną przekąską, obiadową przystawką lub w przypływie wielkiego apetytu nań - całym obiadowym daniem. Dorzucaliśmy go też do sałatki z grillowanych warzyw i ziemniaczanego puree. Ale największym odkryciem sezonu stały się pierogi z bobem. Nadzienie jest właściwie wariacją na temat pierogów ruskich, w której ziemniaki zastąpiłam ugotowanym do miękkości bobem. Do tego koniecznie dobry, tłusty, wiejski twaróg, świeże ząbki czosnku i ulubione zielone zioła. Wyśmienite danie na zakończenie sezonu na bób - spróbujcie sami :)


Pierogi z bobem:

ulubione ciasto na pierogi 
(np. maślankowe) - 
500 g mąki pszennej,
maślanka (tyle ile zabierze ciasto)

nadzienie -
400 g bobu,
200 g twarogu,
2 ząbki czosnku,
1 mała cebulka,
1 łyżka posiekanej natki pietruszki,
1 łyżka posiekanej bazylii,
1 łyżka masła,
sól i pieprz

Bób ugotować (najlepiej na parze) do miękkości i obrać z łupinek. Dobrze rozgnieść widelcem, przecisnąć przez praskę do ziemniaków lub zmiksować blenderem. Twaróg również rozdrobnić i dodać do bobu.

Cebulę i czosnek zeszklić na maśle i dodać do bobu i twarogu, razem z zielenią. Doprawić dobrze solą i pieprzem.

Przygotować ciasto - mąkę przesiać na stolnicę i dodawać powoli maślankę, zagniatając ciasto - musi być miękkie i elastyczne. Rozwałkować cienko i wykrawać krążki, w które zawijać nadzienie.
Pierogi gotować 3-4 minuty od wypłynięcia w osolonej wodzie. Podawać natychmiast z podsmażoną cebulką, skwarkami lub kwaśną śmietaną.



czwartek, 21 sierpnia 2014

S'kott :)


Dzisiaj nie będzie przepisu, ponieważ chciałaby Wam kogoś przedstawić, a ten ktoś jest zresztą słodszy niż niejeden deser, jak stwierdziła pewna miła osoba, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie :)


Od zawsze pociągała mnie brytyjskość - ta dystyngowana elegancja, przywiązanie do tradycji, system czasem dziwacznych, ale wciąż szanowanych przez pokolenia zasad. Od zawsze kochałam brytyjską muzykę, a podatnością na brytyjskie poczucie humoru rodem z Monty Pythona od zawsze bezbłędnie namierzałam swoje bratnie dusze. Od zawsze wiedziałam, że prędzej czy później zamieszka ze mną jakiś Brytyjczyk... I oto jest - Scott  S'kott! :)


Ten bursztynooki przystojniak jest dopiero czteromiesięcznym kocim maluchem, ale jego zainteresowanie wszystkimi czynnościami, które wykonuję w kuchni, pozwala mi przypuszczać, że szybko awansuje na mojego osobistego sous chefa, więc z pewnością będzie pojawiać się tutaj od czasu do czasu :)



niedziela, 17 sierpnia 2014

Ciasto orzechowo-porzeczkowe


Powoli kończy się sezon na owoce jagodowe. Owocuje jeszcze nasza ogrodowa borówka amerykańska i dojrzewają pojedynczo jeżyny. Porzeczki zostały już wyzbierane co do jednego koralika, łącznie z ostatnimi czerwonymi, których część zostawiłam na krzaku do dekoracji, kompotów i ciast, do czasu aż dojrzały tak, że zaczęły same obsypywać się z gałązek. Znakomita większość, dużo wcześniej powędrowała do sokownika, by później w postaci klarownego soku i naturalnej galaretki trafić do butelek i słoików na zimę. Z tych ostatnich, najbardziej dojrzałych, postanowiłam zrobić coś wyjątkowego i udało się - moim zdaniem jedno z najsmaczniejszych ciast, jakie upiekłam w tym sezonie.

Nie jest to typowo letnie, lekkie jak piórko ciasto z owocami. Gruba warstwa orzechów dodaje sytości, ale w połączeniu z kruchym spodem i bezowo-piankową pierzynką porzeczkową, ciasto nie wydaje się ciężkie i wprost rozpływa się w ustach. Do tego ten kuszący kontrast smaków słodkie-kwaśne sprawiał, że nie mogłam oderwać się od próbowania, już podczas robienia zdjęć do tego wpisu ;) Ciasto najlepiej smakuje na świeżo, kiedy bezowy wierzch jest jeszcze rozkosznie kruchy. Na drugi dzień nie traci nic na smaku oprócz tego, że beza nie będzie już krucha, bo w połączeniu z soczystością porzeczek, zamieni się w piankę. Z innymi porzeczkami też powinno smakować wspaniale. Polecam bardzo na pożegnanie z tegorocznym sezonem porzeczkowym.


Ciasto orzechowo-porzeczkowe:
(wg Catalina Bakes)

spód -
400 g mąki,
200 g zimnego masła,
130 g cukru pudru,
4 żółtka,
szczypta soli

warstwa orzechowa -
300 g zmielonych orzechów włoskich,
150 g cukru pudru,
4 białka,
1 łyżeczka cynamonu,
20 ml rumu

warstwa bezowo-porzeczkowa -
ok. 800 g czerwonej porzeczki,
200 g cukru pudru,
4 białka

Przesianą mąkę wymieszać z solą i cukrem pudrem. Dodać pokrojone w kostkę masło i żółtka. Szybko zagnieść jednolite ciasto. Uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na około 30 minut.

Schłodzone ciasto rozwałkować do wymiarów dużej blaszki do pieczenia (przynajmniej 40 x 30 cm) i wykleić nim spód wyłożonej papierem do pieczenia formy.

Rozgrzać piekarnik do 190 stopni. Zapiekać spód 10 minut.
W tym czasie przygotować warstwę orzechową - białka ubić z cukrem na pianę (nie musi być bardzo sztywna). Orzechy wymieszać z cynamonem i rumem, po czym dodać do piany z białek i delikatnie, ale dokładnie wymieszać.

Masę orzechową rozsmarować na podpieczonym kruchym spodzie i zapiekać kolejne 10 minut.

Przygotować warstwę bezowo-porzeczkową - białka ubić na pianę - dodawać stopniowo cukier puder ciągle ubijając, aż piana będzie sztywna i lśniąca. Dodać umyte porzeczki i delikatnie wymieszać.

Pianę z porzeczkami wyłożyć na podpieczoną warstwę orzechową. Zmniejszyć temperaturę w piekarniku do 160 stopni. Piec ciasto kolejne 45 minut, aż beza na wierzchu będzie wysuszona i krucha. Studzić w piekarniku z lekko uchylonymi drzwiczkami.



poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Lawendowe zbiory


Tegoroczna już wyzbierana :) Może zdąży zakwitnąć raz jeszcze przed jesienią. Zawsze jest jej za mało. Niestety mamy zbyt mało piaszczystą glebę w ogródku, aby doczekać się lawendowych łanów. Zamiast tego pozostaje cieszyć się dwoma skromnymi krzaczkami i wykorzystać do ostatka każdą kwitnącą gałązkę (chociaż lawendowe listki też są bardzo cenne). Co roku zbieram je starannie, zanim przekwitną, część kwiatów suszę do wykorzystania w kuchni, pozostałe gałązki układam w bukieciki, które wieszam na karniszach przy oknie. Oprócz tego, że wyglądają uroczo, spowijają mieszkanie świeżym i kojącym zapachem, praktycznie chronią je też przed inwazją moli i innych latających szkodników.


Mam ochotę upiec lub ugotować coś prostego  z dodatkiem lawendy. Po bardzo udanych lawendowych ciasteczkach, niestety zaniedbałam kuchenne eksperymenty z tym ziołem, więc postanawiam sobie to nadrobić, bo lawenda używana z umiarem może być wspaniałą przyprawą. Jeżeli macie jakieś sprawdzone patenty i przepisy na lawendę, chętnie wypróbuję :)




środa, 6 sierpnia 2014

Makaron z pesto z zielonego groszku


W letnim menu prosto z ogrodowej grządki nie może zabraknąć zielonego groszku. Kiedy już wszyscy nasycą się słodyczą młodziutkiego groszku, godzinami stojąc na grządkach i skubiąc zielone strączki (i podziwiając spiralki groszkowych pędów, wijących się po tyczkach), zbieram dojrzały już w pełni groszek i mrożę, aby zachować jego świeżość. Ta świeżość nie ma nic wspólnego z poszarzałym i maziajowatym groszkiem z puszki, który doceniam tylko zimą, kiedy dopadnie mnie ochota na sałatkę jarzynową. Teraz na szczęście można cieszyć się soczyście zielonym, chrupiącym i rozkosznie słodkim świeżym groszkiem, który wystarczy zblanszować (broń Boże nie przegotować!) przed dodaniem do zupy, przystawki lub przerobieniem na pesto.

Pomysł na pesto z zielonego groszku podpatrzyłam u Deb ze Smitten Kitchen. To właściwie klasyczna wersja pesto, w której bazylię zastępujemy świeżym groszkiem. Minimum składników - maksimum smaku - tak jak lubię najbardziej. Zawiesista konsystencja pasty (zanim rozprowadzimy ją wodą z makaronu) sprawdza się też świetnie jako dip do krakersów/chipsów lub pasta do grzanek.


Makaron z pesto z zielonego groszku:

1 i 1/2 szklanki świeżego lub mrożonego zielonego groszku,
1 posiekany ząbek czosnku,
2 łyżki prażonych orzeszków piniowych lub orzechów włoskich lub pestek dyni,
1/2 szklanki startego parmezanu,
1/4 łyżeczki soli,
1/3 szklanki oliwy z oliwek,
świeżo zmielony czarny pieprz,
porcja makaronu,
kilka listków świeżej bazylii lub mięty do garnirowania

Groszek wrzucić na gotującą się, lekko osoloną wodę. Blanszować 2-3 minuty po czym odcedzić i zahartować lodowatą wodą. Odłożyć około pół szklanki zblanszowanego groszku.

Pozostały groszek razem z czosnkiem, orzechami lub pestkami dyni i 1/3 szklanki parmezanu umieścić w misce blendera i zmiksować na gładką masę. Ciągle miksując wlewać oliwę z oliwek. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie. Odlać 1,5 szklanki wody po czym odcedzić makaron. Gorący przełożyć z powrotem do garnka, dodać pesto oraz pozostały groszek i wymieszać, trzymając chwilę na małym ogniu. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Przed podaniem posypać makaron pozostałym parmezanem i posiekanymi ziołami.


Muszę pochwalić się jeszcze nową, piękną, dębową deską do serwowania, którą widzicie na zdjęciach, a która wyszła spod bardzo zdolnych rąk Pani Beaty z bloga Hungry For Ideas. Pani Beata nie tylko kawałki nieokrzesanego drewna potrafi przekształcić w małe dzieła sztuki, ale też stare meble i sprzęty. Taką deskę lub inną w równie fantazyjnym kształcie można kupić lub zamówić na blogu.




czwartek, 31 lipca 2014

Sernik z czerwoną porzeczką i pieprzem cayenne:


Sporo kontrowersji wzbudził ostatnio wpis o ogórkach małosolnych z miodem. W takim razie dorzucam jeszcze do pieca, polecając Wam dzisiaj sernik z pieprzem cayenne :)

Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych smaków i połączeń smakowych, ukształtowanych w dzieciństwie i trudno wyobrazić sobie naruszenia tego bezpiecznego i znajomego dla naszych kubków smakowych środowiska. Od czasu, kiedy jedzenie świadomie stało się ważną częścią mojego życia, staram się walczyć z przyzwyczajeniami, otwierając się na na różne smaki, próbując na nowo tych potraw, których w dzieciństwie z uporem maniaka z góry oznaczałam etykietką "nie lubię!" i poznając te nieznane mi wcześniej. Takim sposobem znienawidzone wcześniej pierogi ruskie i brukselka, teraz stały się dla mnie rarytasem. I chociaż nadal nie znoszę wątróbki (z wyjątkiem kurzej w postaci pâté ;)) i flaczków, bo po kolejnej, świadomej próbie, nadal mi nie smakują, to zupełnie nie szokuje mnie już widok Szkota, polewającego obficie syropem klonowym swoją śniadaniową grzankę z jajkiem i bekonem, czy przygotowywanie sosu na bazie czekolady do mięsa. Kiedyś czekolada lub karmel z solą budziły sensację - dzisiaj są przysmakiem znanym nie tylko koneserom. Jestem ciekawa smaków i połączeń smakowych, które na pozór mogą wydawać się kulinarną perwersją lub zachcianką kobiety w odmiennym stanie. Sernik z porzeczkami doprawiony ostrą papryczką? Nie, nie zwariowałam - jest pyszny! :)


W przepisie Edwarda Lee, sernik składa się z połączenia świeżego sera koziego z serkiem śmietankowym. Bardzo chciałabym spróbować tej oryginalnej wersji, ale z braku koziego twarogu pod ręką, żeby nie przegapić sezonu porzeczkowego, upiekłam tymczasem sernik klasyczny z tradycyjnego sera z mleka krowiego. Zapewniam Was, że pieprz kajeński wspaniale podbija smak sera i kwaśnych porzeczek, ale nie przytłacza ostrością. Wielbicielom słodszych serników polecam dodanie większej ilości cukru, ponieważ w tej wersji ciasto jest delikatnie słodkie. 

 

Sernik z czerwoną porzeczką i pieprzem cayenne:

spód -
2 szklanki zmielonych ciastek imbirowych (lub zwykłych herbatników wymieszanych z pół łyżeczki mielonego imbiru),
2 1⁄2 łyżki cukru,
5 łyżek stopionego masła

masa sernikowa -
340 g trzykrotnie zmielonego twarogu,
230 g serka śmietankowego,
1⁄2 szklanki maślanki,
1⁄2 szklanki cukru,
4 jajka,
1 łyżeczka mąki,
sok i skórka otarta z połowy cytryny,
1 szklanka czerwonych porzeczek,
1⁄2 łyżeczki pieprzu cayenne

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Zmielone ciastka wymieszać z cukrem i stopionym masłem. Masą wykleić spód i boki wysmarowanej masłem tortownicy o średnicy 23 cm. Tortownicę wstawić do rozgrzanego piekarnika na 10 minut. Wyjąć i wystudzić. Temperaturę piekarnika zredukować do 160 stopni.

W międzyczasie przygotować masę sernikową. Twaróg i serek śmietankowy zmiksować na puszysty krem. Dodać maślankę i cukier, cały czas miksując dodawać do jednym jajku. Na końcu dodać mąkę, sok i skórkę cytrynową oraz połowę porzeczek. Wszystko dokładnie wymieszać i masę wlać na podpieczony kruchy spód, posypać resztą porzeczek i oprószyć spód pieprzem kajeńskim.
Tortownicę owinąć szczelnie folią aluminiową i wstawić do naczynia, które należy napełnić wrzącą wodą, aby sięgała 1/3 wysokości tortownicy. Piec około godziny i 15 minut. Wystudzony sernik schłodzić w lodówce.



  © Blogger template 'Morning Drink' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP